wtorek, 13 stycznia 2015

Prolog


- Neymar, idioto ! - wołałam strasznie wkurzona.
  W sumie zawsze od moich krzyków zaczynaliśmy dzień. Dlaczego ? Bo mój starszy brat, ta gwiazda piłki nożnej, zawsze musiał coś mi zrobić. Co tym razem ? Ketchup wylatujący z prysznica gdy tylko odkręciłam wodę. Kiedy tylko mnie zobaczył, zwijał się ze śmiechu. Jak zawsze. Stałam w korytarzu, owinięta ręcznikiem z żądzą mordu w oczach.
  Mój genialny braciszek musiał mi dokuczyć, bo bez tego by nie przeżył. Zdenerwowana ruszyłam w jego stronę, a właściwie w stronę łazienki, której drzwi znajdowały się za nim.
  Zanim weszłam po raz kolejny sprawdziłam czy przypadkiem znów jakaś niespodzianka na mnie nie wyleci. Na szczęście nic. Więc wzięłam prysznic, ubrałam się i z mokrymi włosami zeszłam do kuchni. A tam już siedział Messi. Śmiali się, a ja miałam podejrzenia, z czego mają ubaw. I miałam rację.
- I hahahahaha... jak... hahahaha po... hahahaha kąpieli ? - zapytał Leo.
  Miałam ochotę walnąć jemu i mojemu bratu, bo to przechodziło ludzkie pojęcie. Byłam wściekła, ale opanowałam się i wyszczerzyłam do piłkarza.
- A bardzo dobrze. A może zostaniesz na noc ?
- Neymar ! Twoja siostra proponuje mi tu...
  Nie dokończył, bo dostał gazetą w twarz. Zdezorientowany rozglądał się przez chwilkę, po czym oddał mi. Nie bolało. Raczej rozśmieszyło, więc zaczęłam śmiać się na głos. Po chwili Leo przyłączył się do mnie.
- Zostanę, zostanę. To jak będzie wyglądała zemsta na bracie ? - poruszał zabawnie brwiami.
- Nie wiem. Może obetniemy mu włosy...
- Albo zgolimy brew.
- Zabiłby nas. Albo...
- Wsadzimy do ciężarówki w przebraniu świnki, które ode mnie dostałaś !
- Tak ! Czytasz mi w myślach ! Więc dzisiaj robicie tu małą imprezkę.
 I właśnie do kuchni wszedł szczerzący się Neymar z tacą naleśników. Nie odzywałam się nic do nich, tylko czasem wymieniałam spojrzenia z Messim. I właśnie wtedy zorientowałam się, że mogę nie zdążyć do szkoły ! Zerwałam się z krzesła i popędziłam do łazienki, żeby wysuszyć i wyprostować włosy. Kiedy to skończyłam, zeszłam do kuchni, gdzie dalej siedzieli panowie.
  - Leo, kochanie... mam sprawę.
- Wiedziałem. Mów.
- Podwieziesz mnie do szkoły ? Jestem już spóźniona i wiesz. A z tym tu nigdzie nie pojadę.
- Dobra, dobra. Chodź szybko.
I właśnie do kuchni wszedł szczerzący się Neymar z tacą naleśników. Nie odzywałam się nic do nich, tylko czasem wymieniałam spojrzenia z Messim. I właśnie wtedy zorientowałam się, że mogę nie zdążyć do szkoły ! Zerwałam się z krzesła i popędziłam do łazienki, żeby wysuszyć i wyprosyować włosy. Kiedy to skończyłam, zeszłam do kuchni, gdzie dalej siedzieli panowie.



~~~.~~

No i jest prolog :)
Nawet przypadł mi do gustu, ale zawsze mogło być lepiej. :D
Piszcie, co uważacie. Nie chcę, żeby komentarze były przesłodzone. Jestem otwarta na wszelką krytykę. :)

pozdrawiam - Ewelina


CZYTASZ=KOMENTUJ

10 KOMENTARZY=ROZDZIAŁ PIERWSZY